Jak to jest z okrętami podwodnymi, że tak bardzo uwielbiam filmy o nich? Przecież to tylko zdolny do pływania pod wodą, wydrążony kawał metalu, wzbogacony odrobiną technologii. No, może więcej, niż odrobiną. I chyba właśnie tutaj kryje się wyjaśnienie mojego afektu do okrętów podwodnych. Wojskowe jednostki, przystosowane do ukrywania się i zadawania ciosów z zaskoczenia, na dodatek często uzbrojone w głowice jądrowe zdolne zmieść z powierzchni planety ludzkość… Wdzięczny temat na emocjonujący film, prawda? A gdy dodamy do tego jeszcze klimat schyłku zimnej wojny oraz radzieckiej marynarki, a scenariusz oprzemy o bestseller Toma Clancy’ego, wyjdzie nam “Polowanie na Czerwony Październik”, dzieło uznawane obecnie za kultowe. Zasłużenie.

Plakat filmu Polowanie na Czerwony Październik
Plakat filmu

Czerwony Październik to super-hiper-nowoczesny radziecki okręt podwodny, który właśnie wyrusza na dziewiczy rejs pod dowództwem kapitana Marko Ramius. Cel misji to sprawdzenie osiągów najnowszych zdobyczy technologii, ale Ramius ma nieco inne plany, które wywołują panikę w Moskwie. A że to wszystko dzieje się w środku zimnej wojny, to Wielki Wolnościowy Brat patrzy. A amerykańskim dowódcom nie podobają się informacje uzyskane przez analityka CIA, Jacka Ryana. Zresztą nie ma co się dziwić, w końcu Czerwony Październik ma na pokładzie setki głowic jądrowych i kapitana, którego zamiary są nieznane… Rozpoczyna się polowanie.

A polowanie na okręt podwodny to coś, co misie (no, a przynajmniej miś-autor tego tekstu) lubią najbardziej. Widać, że “Polowanie na Czerwony Październik” oparte jest na podstawie książki Clancy’ego. Film od początku do końca łapie widza za kark, trzyma go w napięciu i nie puszcza za żadne skarby świata. Istotnych dla fabuły postaci jest tu wiele, wręcz bardzo, dlatego z początku są sceny, w których można się nieco pogubić. Mimo wszystko reżyser, John McTiernan, bardzo umiejętnie radzi sobie ze scenariuszem, dzięki czemu przez cały czas wiadomo, o co toczy się gra. A stawki, wierzcie mi, są wysokie. Na szczęście “Polowanie na Czerwony Październik” uniknęło nadmiernego epatowania patosem, tak typowego dla hollywoodzkich superprodukcji, dzięki czemu film ogląda się znacznie lepiej niż chociażby “Pearl Harbor” Michaela Bay’a. Zresztą, tak właściwie, przepraszam was za to porównanie. To są dwie zupełnie inne klasy filmów.

McTiernan po mistrzowsku pokazuje ciasne wnętrza podwodnych jednostek i stłoczonych wewnątrz marynarzy. Sceny te zestawia z ujęciami podwodnymi ukazującymi w pełnym majestacie ogrom okrętów podwodnych, dzięki czemu tworzy się ciekawy kontrast, dodatkowo łagodzący wspomniany wcześniej patos. Duża część filmu przedstawia raportujących marynarzy oraz wydających rozkazy oficerów, przez co zadanie wytworzenia napięcia zrzucono na barki aktorów. A że ekipa “Polowania na Czerwony Październik” to same doborowe nazwiska, zatrudnieni aktorzy (w większości) poradzili sobie wyśmienicie. Szczególnie błyszczy Sean Connery w roli kapitana Marko, ale również Alec Baldwin świetnie odgrywa nieco przemądrzałego analityka CIA. O dziwo w dwóch scenach dość sztucznie wypadł Sam Neill, ale była to raczej wpadka scenariusza, aniżeli aktora znanego z “Parku Jurajskiego”.

Zastanawia mnie natomiast brak konsekwencji twórców w kwestii warstwy językowej “Polowania na Czerwony Październik”. W kilku scenach radzieccy marynarze i oficerowie mówią po rosyjsku, natomiast przez większość filmu korzystają z języka angielskiego. Na dodatek, pomimo starań, fragmenty po rosyjsku brzmią co najwyżej przeciętnie. Taki brak konsekwencji wprowadza niepotrzebny bałagan i psuje wczucie w film. Swoją drogą, jest tutaj jednak scena, w której pięknie wybrzmiewa język rosyjski. Na myśli mam moment, w którym marynarze z Czerwonego Października odśpiewują hymn ZSRR. Cóż, można nie lubić języka rosyjskiego, ale ciężko jest się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że jest on wręcz stworzony do pieśni wojennych (chyba nawet bardziej od niemieckiego!). 

Scena śpiewania hymnu ZSRR to zdecydowanie najlepszy fragment filmu. Jest patetyczna aż do przesady, ale ocieka klimatem zimnej wojny. Po prostu wbija w fotel! Nie ma co się temu dziwić, bowiem za ścieżkę dźwiękową odpowiada Basil Poledouris, najlepszy kompozytor muzyki filmowej wszechczasów, który odpowiada między innymi za wychwalony w mojej recenzji soundtrack do “Conana Barbarzyńcy”. I cóż, w “Polowaniu na Czerwony Październik” słychać talent Poledourisa. Muzyka oddaje ducha zimnej wojny i podwodnych zmagań, idealnie wręcz podkreśla momenty zarówno patetyczne, jak i te spokojniejsze. Szkoda jedynie, że dźwięk, który przecież pełni najważniejszą funkcję na okrętach podwodnych, nie wypadł równie dobrze jak muzyka. McTiernan zmarnował tutaj potencjał na zabawę dźwiękiem i uczynienie go swoistym bohaterem obrazu, co udało się zrobić w zrecenzowanych przeze mnie, fenomenalnych “Wilczych echach”.

Mimo tego, że film nakręcono w 1990 roku, efekty specjalne trzymają poziom. Kilka z nich zdecydowanie się zestarzało (głównie tragicznie wyglądające animacje torped czy efekty związane ze śmigłowcami), ale podwodne ujęcia wciąż zachwycają majestatem, a okręty podwodne wykonujące rozmaite manewry wyglądają cholernie realistycznie. Reżyser ciekawie eksperymentuje też z pracą kamery, która w wielu ujęciach ustawiona jest w dziwnych, zniekształcających rzeczywistość pozycjach, które dodatkowo podkreślają brak miejsca. Ach, no i oświetlenie. Mimo, że wnętrza okrętów podwodnych są zbyt jasne, to zmieniająca się kolorystyka lamp robi wrażenie.

“Polowanie na Czerwony Październik” to świetny thriller w zimnowojennym klimacie, będący ucztą dla oczu i uszu wielbicieli okrętów podwodnych i marynarki. Choć reżyser nie uniknął kilku wpadek, jego dzieło absolutnie zasłużyło na kultowy status. W filmie wystąpiła plejada gwiazd, włącznie ze świetnym Seanem Connery’m oraz uwielbianym przeze mnie Jamesem Earlem Jonesem, a ścieżka muzyczna jest cudowna. McTiernanowi składam wyrazy uznania, a jego dziełu przyznaję wielkie serducho i, tak przy okazji, niepowtarzalny Filmowy Order Lenina.

  • oryginalny tytuł: The Hunt for Red October
  • data premiery: 1990
  • gatunek: thriller
  • reżyseria: John McTiernan
  • scenariusz: Larry Ferguson, Donald Stewart
  • aktorzy: Sean Connery, Alec Baldwin, Sam Neill, James Earl Jones, Scott Glenn
  • moja ocena: 8/10
Udostępnij recenzję:

Categorised in: Thriller

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o