Barbie bawi, ale nie uczy – recenzja filmu Grety Gerwig

Reklama

Tak się złożyło, że nie jestem kobietą, a w dzieciństwie nie bawiłem się lalkami – jakoś zawsze wolałem samochodziki, gry na Nintendo DS oraz książki. Mimo to postanowiłem wybrać się na Barbie, czyli najnowszy film Grety Gerwig. Kierowała mną ciekawość, ale też chęć zobaczenia świeżej konwencji w kinie, opanowanym w ostatnich latach przez sequele, prequele oraz midquele. Czy bawiłem się dobrze? Tak, ale blondwłosa lalka nie skradła mojego serca.

Plakat do filmu Barbie (2023)
Plakat reklamujący Barbie

Czego oczekiwałem przed seansem?

Adaptowanie popularnych zabawek w formie filmowej na pierwszy rzut oka brzmi nieco dziwnie, ale skoro Transformersy odniosły gigantyczny sukces, to dlaczego nie dać szansy kultowym, znanym na całym świecie lalkom? Co prawda słowo to kojarzy się mnie, miłośnikowi horrorów, głównie z laleczką Chucky oraz M3GAN, ale to osobista dygresja. Zajmijmy się filmem, bo jest o czym pisać.

Miałem duże oczekiwania wobec Barbie, głównie za sprawą Grety Gerwig, która usiadła na fotelu reżyserskim i wraz z mężem, Noahem Baumbachem, napisała scenariusz. Kampania marketingowa jakoś specjalnie do mnie nie trafiła, choć muszę przyznać, że zwiastun trawestujący 2001: Odyseję kosmiczną zrobił na mnie duże wrażenie. Film nie zawiódł moich oczekiwań, nawet jeśli ma kilka poważnych wad, które zepsuły nieco wrażenia z seansu.

Muzyka w Barbie nie wpada w ucho

Fabuła Barbie jest prosta – tytułowa bohaterka wraz z Kenem trafia do ludzkiej rzeczywistości i odkrywa, że nie jest ona aż tak perfekcyjna, jak świat lalek. Film łączy w sobie trzy gatunki: komedię, dramat oraz musical, przy czym najmniej istotny jest ten ostatni. Na przestrzeni niemal dwóch godzin metrażu bohaterowie wykonują kilka piosenek wzbogaconych o interesującą choreografię, ale fabularnie nic z tego nie wynika. Zresztą żaden z utworów nie wpadł mi w ucho. Nie były złe, ale zabrakło w nich tego czegoś, co różni dobrą piosenkę i wielki hit. Śpiew w Barbie ma utylitarny charakter. To forma przerywnika, który ma urozmaicić seans i objaśnić widzom to, jak funkcjonuje świat przedstawiony.

Warstwa wizualna filmu

No właśnie, świat przedstawiony. Kraina Barbie jest… Cóż, kolorowa. Piękna. Idealna. Widać, że Greta Gerwig i jej zespół włożyli dużo pracy w scenografię, która w większości została zbudowana na planie filmowym. CGI oczywiście pojawia się często, ale głównie w formie kolorowych efektów specjalnych. Wykorzystanie praktycznych efektów specjalnych cieszy oko i dodatkowo urzeczywistnia baśniową krainę lalek. Warstwa wizualna jest bez wątpienia najmocniejszą stroną Barbie, niemal na równi z udaną ścieżką dźwiękową.

Reklama

Barbie jako satyra na rzeczywistość

Niestety dzieło Gerwig rozłazi się nieco w szwach, gdy na pierwszym planie pojawia się fabuła. Teoretycznie Barbie to luźna komedia wyśmiewająca amerykańskie społeczeństwo. Reżyserka przedstawia je w krzywym zwierciadle, skupiając się na kwestiach związanych z płciowością oraz kapitalizmem. Dopóki film śmieje się z pewnych zjawisk (np. z patriarchatu, wielkich korporacji), jest całkiem zabawnie. Żarty są celne, a większość z nich opiera się na hiperbolach, przerysowywaniu rzeczywistości oraz żonglowaniu stereotypami.

Niestety Greta Gerwig nie tylko wyśmiewa współczesną Amerykę, ale też proponuje konkretne recepty na jej naprawę. A tutaj już film po prostu się nie sprawdza. Analiza rzeczywistości jest tak prosta i płytka, jak to tylko możliwe. Rzecz jasna nie oczekiwałem od Barbie socjologicznych dysertacji na poziomie debaty naukowej, ale skoro reżyserka wzięła na tapet tak trudny temat, to wypadało podejść do niego w wielowymiarowy sposób. Film ma duże aspiracje, ale brakuje w nim głębi.

Barbie jako opowieść o patriarchacie. Czy film to manifest światopoglądowy?

Gerwig na każdym kroku wyśmiewa stereotypy i pokazuje, że mają one negatywny wpływ kobiety… Rzecz w tym, że później sama je wykorzystuje w stosunku do mężczyzn. Oczywiście winowajcą wszystkiego jest zły patriarchat, ale na szczęście można się go pozbyć, jeśli zastosuje się lekarstwo proponowane przez reżyserkę… Skąd ja to znam?

Podwójne standardy oraz łopatologiczny przekaz sprawiają, że niektóre momenty Barbie są żenujące. Nie zrozumcie mnie źle – ja sam jestem przebrzydłym lewakiem i też nie podoba mi się patriarchat, w którym żyjemy. Uważam, że Great Gerwig pokazuje i wyśmiewa realne problemy. Nie ma w tym niczego złego. Ale nie podoba mi się stawianie diagnozy i proponowanie rozwiązań jak prawdy objawionej. Jeśli film ma być manifestem światopoglądowym, to niech chociaż podejdzie do omawianego tematu rzetelnie i nie łączy go z luźną, lekką komedią. A odrobina subtelności nigdy nie zaszkodzi.

Barbie: moja ocena

Barbie to bardzo dobra komedia. Co do tego nie mam wątpliwości. Ale czy jest to dobry film? Warstwa audiowizualna wyszła świetnie. Natomiast Greta Gerwig nie udźwignęła trudnej tematyki oraz konwencji łączącej humor, hiperbolę i powagę. Nie jest źle, choć mam wrażenie, że Barbie bawi, ale nie uczy – a jeśli już uczy, to przesłanie filmu manipuluje rzeczywistością, w której żyjemy. A ja bardzo nie lubię, gdy ktoś ukrywa łopatologiczny dydaktyzm pod płaszczykiem popkulturowej rozrywki.

  • oryginalny tytuł: Barbie
  • data premiery: 2023
  • gatunek: komedia / dramat / musical
  • reżyseria: Greta Gerwig
  • scenariusz: Greta Gerwig, Noah Baumbach
  • aktorzy: Margot Robbie, Ryan Gosling, America Ferrera, Ariana Greenblatt, Will Ferrell
  • moja ocena: 7/10
Reklama

Napisz komentarz