Fanom kina nie muszę chyba przypominać, że filmy Patryka Vegi od lat są synonimem gniotów. Niektóre z nich da się obejrzeć bez większego bólu spojówek i nawet odczuwać podczas seansu pewną dziwną przyjemność z przedstawionej na ekranie symfonii brutalności, przekleństw i żenady. Jednak wydany przed dwoma laty “Botoks” okazał się dla mnie traumatycznym przeżyciem (jeden z najgorszych filmów, jakie kiedykolwiek widziałem), przez co obiecałem sobie, że nigdy więcej nie pójdę do kina na kolejne dzieło Vegi. Minęły dwa lata, daną sobie obietnicę złamałem i, prawdę mówiąc, nie żałuję tego, choć bynajmniej nie z powodu jakości omawianego filmu.

Plakat filmu "Polityka" Patryka Vegi
Plakat filmu

“Polityka” to zbiór sześciu przeplatających się nowel mających w zamierzeniu stworzyć ponury obraz polskiej klasy politycznej. I choć obrywa się politykom z różnych ugrupowań i partii, reżyser postanowił najwięcej czasu poświęcić na ukazanie degrengolady moralnej, która zakradła się w szeregi alter ego obecnie rządzącego ugrupowania. Wbrew oczekiwaniom wielu widzów, “Polityka” nie agituje za żadną z wielu politycznych opcji. Vega z charakterystyczną dla siebie zadziornością rozdaje ciosy kijem na oślep, przy okazji stara się też unikać moralizatorstwa. No, może poza zakończeniem, ale o nim później.

Zaskakująco niewiele w dziele Vegi jest elementów komicznych. “Polityka” przypomina bardziej dramat z nieśmiało wplecionymi elementami komediowymi, które stanowią najlepszą część filmu. Nie oszukujmy się – Vega nie ma odpowiedniego talentu ani doświadczenia, a jego zdolności po prostu nie są wystarczające do wyreżyserowania czegoś choć trochę ambitnego. A niestety “Polityka” taka jest, a raczej stara się być. Zbyt dużo tutaj patosu, połączonego ze zgorzknieniem i obrazem środowiska polityków na poziomie tandetnego brukowca. Choć reżyser często puszcza do widzów oczko, film straszliwie się dłuży i w wielu momentach, głównie przez niedobór scen komediowych, jest zwyczajnie nudny. 

Ze wszystkich sześciu bez wątpienia najlepszą była ta z filmowym alter ego Bartłomieja Misiewicza w roli głównej. Wcielający się w tą rolę Antoni Królikowski jest zarazem irytujący, zabawny i zarozumiały, a jego podejście do pracy w ministerstwie ma w sobie coś z chłopięcej radości z życia za nasze podatki. I choć ta postać pełni głównie funkcję komiczną, to doskonale pokazuje też folwarczne podejście do piastowania ważnych dla państwa funkcji. Świetny występ Królikowskiego dobrze zazębia się z rolą Janusza Chabiora, który wcielił się w Macierewicza. Aktor dobrze oddał charakter ministra MON, przy okazji pokazując ludzką twarz, i z gracją podszedł do wątku jego rzekomego homoseksualizmu. Tak na dobrą sprawę sama ta nowelka, która i tak zapewniała widzom niezłą jazdę bez trzymanki, jeszcze trochę podkręcona, zasługiwałaby na osobny film. Kto wie, może przy lepszym scenariuszu i reżyserii mogłoby z tego powstać coś w rodzaju politycznego “Trainspotting”?

W ogóle w całym filmie jest bardzo dużo pokazywania niekoniecznie złej, ludzkiej twarzy polskich polityków. Szczególnie ugrzeczniona została postać pana prezesa, który przez większość czasu na ekranie jest pokazany jako człowiek, a nie jak szef rządzącej partii. Interesująco wypadła Vedze relacja Kaczyńskiego z fizjoterapeutą Bartkiem, granym przez Macieja Stuhra. To chyba jedyny moment dramatyczny “Polityki”, który nie wypada sztucznie i faktycznie wybrzmiewa, a przy okazji, zważywszy na zakończenie tego wątku, zostawia widzów z gorzką pigułką do przełknięcia. Zresztą scena z prezesem i Bartkiem przedzierającymi się przez protest przed sejmem to był ciekawy pomysł, ba, została nawet nieźle zrealizowana (choć statyści w tle skutecznie wybijali mnie z atmosfery).

“Polityka” ma jeszcze kilka jasnych punktów. Ciężko nie pochwalić Vegi za dobry casting oraz solidne charakteryzacje (poza beznadziejnym Tomaszem Oświęcimskim) – większość aktorów faktycznie przypominała z wyglądu swoje polityczne alter ego. Świetnie wypadła Iwona Bielska w roli pewnej kontrowersyjnej posłanki, która woli na siebie mówić per pani poseł – aż szkoda, że na ekranie gościła jedynie przez kilka krótkich scen. Fenomenalnie zagrał także Zbigniew Suszyński, obsadzony w roli lidera największej opozycyjnej partii. Suszyński zagrał jednak w kluczu innym niż nakręcono dzieło Vegi, zupełnie jakby był na planie ekranizacji “Księcia” Machiavellego, a nie w filmie trzymającym przez większość czasu poziom brukowca. 

Wszystkie te zalety blakną jednak w obliczu wad stylu Patryka Vegi. “Polityka” to przede wszystkim film straszliwie chaotyczny w warstwie scenariuszowej. Jest lepiej niż w “Botoksie”, zapewne dlatego, że reżyserowi pomagał zewnętrzny scenarzysta, ale mimo użycia formuły noweli filmowej poszczególne sceny, wątki, a nawet konkretne kadry pojawiają się i znikają, bez większego ładu i składu. Większość z nowel, pomimo zachowania konstrukcji dramatycznej, prowadzi właściwie donikąd i jest po prostu nudna. Vega miesza też ze sobą sceny patetyczne i komiczne, ale przez słabą jakość reżyserii wychodzi z tego pasztet, a nie groteska. A tak w ogóle, to “Polityka” zawiera chyba najbardziej ordynarne lokowanie produktu w historii polskiego kina – drogi cinkciarz.pl, mnie byłoby wstyd.

Ach, no i wspomniane na początku tekstu zakończenie. Oj, Patryk Vega mocno przestrzelił. Pompatyczna końcówka, okraszona niemożliwą dawką patosu, skojarzyła mi się z zakończeniem “Wesela” Wyspiańskiego. No, mocno sprofanowanym, co należy dodać. Nie chcę wam psuć zabawy spoilerami, ale powiem tylko tyle, że reżyser filmu zaserwował nam coś na rodzaj chocholego śpiewu, uzupełnionego mocną symboliką pokazującą niemoc społeczeństwa i zwykłych ludzi. Tylko że, jak to u Vegi, użyta przez niego symbolika jest na poziomie brudnego rynsztoka, a zakończenie “Polityki” zawiera w sobie tyle fałszywych nut, że zarazem irytuje, nuży i bawi z powodu niekompetencji i braku wyczucia reżysera.

Jak to zwykle bywa w przypadku filmów z głośną kampanią marketingową, “Polityka” to nudny i niezbyt ciekawy kapiszon, który sili się na kontrowersje w celu podbicia słupków na wykresach sprzedaży biletów. Dzieło Vegi pełne jest absurdów, nie pokazuje też widzom niczego nowego czy oryginalnego. I choć kilka scen autentycznie śmieszy, segment z Misiewiczem jest zabawną jazdą bez trzymanki, a film ma swoje momenty, to seans “Polityki” wydaje się być dwugodzinnym taplaniem się w chlewie w celu wyłowienia z błota kilku pierścionków, które, jak okaże się później w lombardzie, wcale nie są ze złota. 

  • oryginalny tytuł: Polityka
  • data premiery: 2019
  • gatunek: dramat
  • reżyseria: Patryk Vega
  • scenariusz: Olaf Olszewski
  • aktorzy: Andrzej Grabowski, Iwona Bielska, Janusz Chabior, Zbigniew Zamachowski, Daniel Olbrychski, Antoni Królikowski, Zbigniew Suszyński, Ewa Kasprzyk
  • moja ocena: 3/10
Udostępnij recenzję:

Categorised in: Dramat

1
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
vega fan #1
Gość
vega fan #1

czemu ci sie tak nie podoba