Niewiele jest na rynku dobrych filmów o wilkołakach, a te, które są, należy traktować jako dar od Wielkich Przedwiecznych. Niecały rok temu recenzowałem Howl (2015, reż. Ed Speelers), czyli niskobudżetowy horror stawiający na pierwszym miejscu elementy survivalowe. Natomiast Dog Soldiers, debiut Neila Marshalla znanego z dobrego Zejścia (2005, reż. Neil Marshall) oraz beznadziejnego Hellboya (2019, reż. Neil Marshall), to z jednej strony dzieło o kultowym statusie (reżyser załapał się na samą końcówkę złotej ery VHS), z drugiej zaś film o niezwykle ciekawej konwencji i jeszcze ciekawszym przypisaniu gatunkowym – choć Dog Soldiers bez wątpienia mają w sobie silny człon klasycznego horroru, ze względu na pewną ilość elementów komediowych oraz doprowadzenie niektórych schematów do ekstremum film jest ewidentnym pastiszem monster movies. I to, dodajmy, pastiszem bardzo owocnym!

Plakat filmu Dog Soldiers (2002) w reżyserii Neila Marshalla
Plakat filmu

Grupa brytyjskich żołnierzy pod dowództwem kaprala Campbella w ramach rutynowych ćwiczeń zostaje zrzucona w sam środek szkockiego lasu. Wokół nich brak żywej duszy, a przed nimi – las, las i las. Żołnierze ruszają przed siebie, lecz szybko okazuje się, że “rutynowe ćwiczenia” tak naprawdę są czymś więcej, o czym świadczą brutalnie rozszarpane zwłoki krowy czy oddziału komandosów wyposażonych w strzałki usypiające. Osamotnieni żołnierze muszą stanąć naprzeciw wygłodniałym wilkołakom, a walka potrwa aż do świtu… lub ostatniej kuli w komorze karabinu.

Dog Soldiers z początku wydaje się być poważnym horrorem wątpliwej jakości – po krótkim prologu Marshall pokazuje grupę niezadowolonych żołnierzy błąkających się po lesie w ramach bezsensownych ćwiczeń. Jak to w wojsku bywa, mężczyźni prowadzą ze sobą dialogi pełne przekleństw i ciętych ripost doprowadzone wręcz do ekstremum, a testosteron buzuje jak w amerykańskich filmach wojennych. I to właśnie w tym momencie ujawnia się największa zaleta Dog Soldiers, czyli bycie pastiszem. Następuje wtedy pęknięcie w konwencji filmu, a reżyser bierze swoje dzieło w cudzysłów. Oto pastisz monster movies – zdaje się mówić Marshall – zobaczcie, jak doprowadziłem formułę tego gatunku aż do granic jej możliwości.

Trudno mu zresztą nie uwierzyć. Brytyjczyk, jak na dość nikłe możliwości budżetowe, dwoi się i troi, by na ekranie warczało, strzelało, a nawet wybuchało. Od mniej więcej dwudziestej piątej minuty piękne krajobrazy szkockich lasów znikają, a na pierwszy plan wysuwa się walka z wygłodniałymi wilkołakami. Warto przy tym dodać, że jak na dobry pastisz horroru przystało, intensywnie leją się krew i flaki. Dość brutalne (choć nie ekstremalne) gore jest dla reżysera przede wszystkim pretekstem do wprowadzenia humoru sytuacyjnego, który osiąga ekstremum w pewnej scenie ze słodkim pieskiem i ludzkim jelitem – kto widział, ten wie. Muszę przyznać, że większość dowcipów trafiła w dziesiątkę i dostarczyła mi (oraz mojemu młodszemu kuzynowi) dużej ilości śmiechu. Humor może i jest momentami absurdalny, ale hej, przecież o to chodzi, a jego wprowadzenie jedynie zwiększa dystans pomiędzy “klasyczną” konwencją monster movie a jej pastiszem.

Co istotne, Dog Soldiers są pastiszem z klasą, który nie tylko do pewnego stopnia parodiuje gatunek, ale przede wszystkim składa mu zasłużony hołd. Świadczą o tym chociażby wilkołaki wykreowane za pomocą praktycznych efektów przypominających starsze filmy – i choć Marshall użył odrobiny CGI, a z racji braku budżetu w filmie nie znalazła się porządna scena przemiany w wilkołaka, mimo wszystko stary, dobry styl robienia efektów specjalnych wciąż ma swój urok. Warto przy tym pochwalić także bardzo ładne, kameralne zdjęcia oddające klimat szkockich lasów, a także muzykę, przez większość filmu nieobecną, ale z pompą podkreślającą kluczowe dla fabuły momenty.

Zważywszy na to, że Dog Soldiers to debiut Marshalla, Brytyjczykowi udało się stworzyć bardzo dobry film, który stawiam na równi ze wspomnianym już Zejściem. Nie jest to może wybitna produkcja, a scenariusz wymagał kilku większych zmian (szczególnie pod koniec), ale mimo wszystko Marshall nakręcił świetny pastisz gatunku monster movie, dostarczający odrobiny śmiechu oraz dużej dawki rozrywki. Dog Soldiers polecam wszystkim miłośnikom horrorów, choć przed seansem warto jest wziąć poprawkę na konwencję filmu, która na pewno nie podejdzie dużej części widzów.

  • oryginalny tytuł: Dog Soldiers
  • data premiery: 2002
  • gatunek: horror
  • reżyseria: Neil Marshall
  • scenariusz: Neil Marshall
  • aktorzy: Sean Pertwee, Liam Cunningham, Kevin McKidd
  • moja ocena: 7/10
Udostępnij recenzję:

Categorised in: Horror

Leave a Reply