Zagrożenie, które przybyło na ziemię z zimnej pustki kosmosu to bardzo wdzięczny temat na film. Motyw ten szczególną popularność zdobył w amerykańskim kinie lat 50, czego efektem jest chociażby wielokrotnie przerabiana “Inwazja porywaczy ciał”. Cienka jest jednak granica pomiędzy kinem grozy, które faktycznie straszy, a takim, które śmieszy. I właśnie na tej ziemi niczyjej powstało kino klasy Z, czyli filmy campowe, pełne absurdu i kiczu, a przy okazji niejako parodiujące pewne tendencje w kinematografii. Co ciekawe “Mordercze klowny z kosmosu”, przedstawiciel kina klasy Z, to film zrealizowany nie tylko z dobrym pomysłem, ale i z odpowiednim smakiem.

Plakat filmu Mordercze klowny z kosmosu (1988)
Plakat filmu

Crescent Cve to żywa emanacja stereotypu amerykańskiego miasteczka z lat 80. Ot, wieczorem na służbie jest jedynie dwójka policjantów, a miejscowe pary wolny czas spędzają w lesie poza miastem, w wypasionych samolotach. Sielankę przerywa spadająca gwiazda, która okazuje się być statkiem kosmicznym w kształcie namiotu cyrkowego. Nie muszę chyba dodawać, że ów statek jest domem dla morderczych klaunów-kosmitów, zamykających ludzi w kokonach z waty cukrowej i żywiących się krwią. Troje głównych bohaterów musi powstrzymać inwazję.

Najtrudniejszą rzeczą przy tworzeniu kina klasy Z, szczególnie w przypadku dużego budżetu (a “Mordercze klowny z kosmosu” kosztowały dwa miliony dolarów!), jest odpowiednie wyważenie elementów komicznych oraz powagi. Z jednej strony tego typu film, oparty na absurdalnym z natury pomyśle, nie może brać siebie na serio, z drugiej zaś nie może być zwykłą komedią. Reżyser “Morderczych klownów z kosmosu”, Stephen Chiodo, zbalansował oba te elementy perfekcyjnie. Przez większość filmu tytułowe stworzenia parodiują obecny w popkulturze wizerunek klowna. Ciężko się nie śmiać, gdy jeden z kosmitów pokazuje wymyślne cienie na ścianie, które ostatecznie pożerają widownię.

Stężenie absurdu na metr kwadratowy jest ogromne, a Chiodo często nawiązuje do klasyków horroru. W pamięci szczególnie utkwiła mi świetnie wyreżyserowana scena, w której Debbie bierze prysznic. Okazuje się, że rozsypywany przez klaunów popcorn przekształca materię. I tak w całej łazience pojawiają się nagle krwiożercze głowy kosmitów, ewidentnie nawiązujące do “Czegoś” Carpentera. Co prawda takich intertekstualnych gier w filmie nie ma aż tak dużo, ale bynajmniej nie przeszkadza to w seansie. Szczególnie że Chiodo wyśmiewa ogrom schematów fabularnych obecnych w niskobudżetowym kinie. Praktycznie cały komizm kreowany jest przez coraz to kolejne nakładające się na siebie warstwy absurdu. W bardzo ciekawym kierunku idzie wątek Mooney’a, twardego, podstarzałego policjanta. Z początku nie wierzy on w inwazję klownów i myśli, że ktoś robi sobie z niego żarty, ale ostatecznie przekonuje się o realności wydarzeń w komiczny sposób.

“Mordercze klowny z kosmosu” nie miałyby racji bytu, gdyby nie świetna warstwa techniczna. Zdecydowanie najlepszym elementem filmu są efekty specjalne. Szczególnie dobrze wypadły same postacie klaunów, które są dość różnorodne, a także zarazem zabawne i przerażające. Świetnie prezentuje się także pstrokate, kolorowe wnętrze statku kosmicznego, a rzędy kokonów z waty cukrowej żywcem wyjęte są z jakiegoś starego, pokolorowanego horroru o inwazji obcych. Zresztą to właśnie kolorystyka i efekty specjalne podkreślają campową estetykę filmu, a zarazem osadzają go w latach 80. Ot, jakby “Stranger Things” działo się parę lat później, to ekipa Mike’a bez wątpienia ubóstwiałaby “Mordercze klowny z kosmosu”.

Stephenowi Chiodo udała się rzecz niesamowita. Nakręcił on bardzo dobry film, który rozkoszuje się campową estetyką i latami 80. To bardzo samoświadome dzieło, które doskonale zdaje sobie sprawę z własnej absurdalności i bezsensowności niektórych rozwiązań fabularnych. Zaskakuje wysokiej jakości reżyseria oraz efekty specjalne (czyli rzeczy raczej obce kinie klasy Z), a także ogólnie pojęta warstwa wizualna. “Mordercze klowny z kosmosu” to jednak film bardzo specyficzny, który przypadnie do gustu wąskiemu gronu odbiorców doceniających absurd i kicz. Cóż, ja bawiłem się doskonale.

  • oryginalny tytuł: Killer Klowns from Outer Space
  • data premiery: 1988
  • gatunek: SF/horror/komedia
  • reżyseria: Stephen Chiodo
  • scenariusz: Stephen Chiodo, Charles Chiodo, Edward Chiodo
  • aktorzy: Grant Cramer, Suzanne Snyder, John Allen Nelson, John Vernon
  • moja ocena: 8/10

Udostępnij recenzję:

Categorised in: Horror, Komedia, SF

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o