Styczeń w kinach to miesiąc zdominowany przez filmy nominowane do Oscara. Pośród gorących premier dystrybutorzy rzucają widzom ochłapy (za oceanem żartobliwie nazywane “January dump release”), produkcje, które z założenia okazać się powinny komercyjną klapą. Jednym z takich filmów jest Małgosia i Jaś, horrorowy retelling baśni o Jasiu i Małgosi. Mimo że brak marketingu oraz bardzo niskie oceny widzów (20% audience score na RottenTomatoes) nie zwiastowały artystycznego sukcesu, pozostałem spokojny. Wszak za reżyserię filmu wziął się uwielbiany przeze mnie Oz Perkins, którego unikalny, niemożliwy do podrobienia styl podoba się nielicznym. Cóż, nie powiem – miło być w tej wąskiej grupie osób doceniających twórczość nowojorczyka.

Plakat filmu Małgosia i Jaś w reżyserii Oza Perkinsa
Plakat filmu

Opowiedzianą przez braci Grimm historię zna chyba każdy. Tytułowe rodzeństwo zostaje wydalone z domu przez sfrustrowaną matkę, która nie może zaoferować dzieciom nawet odrobiny chleba. Jaś i Małgosia nie mają gdzie się podziać – rodzicielka grozi im siekierą, a podstarzały lord, który zaoferował dziewczynie pracę w charakterze gosposi jest tak naprawdę gustującym w dziewicach pedofilem. Rodzeństwo dowodzone przez starszą od brata Małgosię rozpoczyna wędrówkę ku lepszemu życiu, a leśna droga doprowadzi ich do tajemniczej trójkątnej chatki i mieszkającej w niej podstarzałej lokatorki.

Baśń o Jasiu i Małgosi współczesna kultura przerabiała już na milion możliwych sposobów. Z tych ciekawszych bez wątpienia wyróżnić można Hansel i Gretel: Łowców czarownic (2013, reż. Tommy Wirkola), czyli widowiskowy, pełen brawurowej przemocy film, w którym tytułowe rodzeństwo mści się na porywających ludzi czarownicach. Małgosia i Jaś zabiera się za fabułę od zupełnie innej strony. Perkins już w tytule filmu na pierwszy plan wysuwa Małgosię. Głównej bohaterce, granej przez znaną z Tego (2017, reż. Andy Muschetti) Sophię Lillis, znacznie bliżej jest do młodej dorosłej niż do dziecka. Ciąży na niej ogromna odpowiedzialność – to Małgosia musi zadbać o młodszego braciszka, ochronić go przed czającym się wszędzie złem, zapewnić mu pożywienie oraz dach nad głową.

Nieprzypadkowo Jaś sprowadzony został do roli postaci wręcz pobocznej, bezwolnego dziecka pozbawionego sprawczości. Małgosia i Jaś w warstwie treściowej to w gruncie rzeczy film feministyczny. Reżyser tworzy tutaj kontrast: z jednej strony pokazuje Małgosię, która dla podstarzałego arystokraty stanowi jedynie obiekt seksualny, z drugiej zaś strony prezentuje wiedźmę, Holdę, która żyje samotnie w lesie. W postaci czarownicy rzecz jasna już od początku coś nie gra. W gruncie rzeczy jednak Holda to potężna kobieta, która swoją moc czerpie ze swojej samotności, oderwania od społeczeństwa. Dużą rolę odgrywa powracająca ciągle bajka, która stanowi coś w rodzaju mocno symbolicznej origin story wiedźmy, podkreślającej tragizm tej postaci. 

Jednak to nie Holda, a Małgosia jest centralną figurą filmu. Perkins w fenomenalnej scenie rozmowy z grzybami (ta… wiem jak to brzmi) uwypukla zagubienie bohaterki. Znalezienie chatki wiedźmy stanowi dla Małgosi kamień węgielny, na której opiera ona budowę swojej tożsamości. Małgosia i Jaś to przede wszystkim film opowiadający o dojrzewaniu głównej bohaterki. Reżyser zaznacza ważne punkty na przebytej przez Małgosię drodze – eksplorowanie mocy dziewczyny splata się tutaj z subtelnie przedstawioną pierwszą miesiączką, a finał filmu pozwala bohaterce do pewnego stopnia okiełznać swoją potęgę. Niełatwo jednak wychwycić sedno tej historii – Perkins nie idzie na kompromisy, opowiada niedopowiedzeniem, wieloznacznością. Wkrada się w to fałszywa nuta w postaci nadużywanych monologów wewnętrznych bohaterki, których można było uniknąć.

Jednak nie treść, a forma jest najlepszym elementem Małgosi i Jasia. Wszak w gruncie rzeczy historia Małgosi jest bardzo prosta i niezbyt odkrywcza, a zabawa treścią oryginalnej baśni i wydobycie z niej feministycznego kontekstu, mimo że to bez wątpienia ciekawy zabieg, nie pozostawia zbyt miejsca na inne treści. Perkins przede wszystkim nakręcił film piękny. Reżyser bawi się światłem i cieniem, kolorowym lasem, który wydaje się być wyjęty po trochu z baśni, po trochu z koszmaru. Dużo w Małgosi i Jasiu oniryzmu doprawionego elementami surrealistycznymi. Daleko, w lesie pojawiają się czarne kształty czarownic, a trójkątna chatka wiedźmy nie przypomina znanego z baśni domku z piernika, a raczej dziwny, postmodernistyczny koncept architektoniczny, pełen korytarzy i przerażających tajemnic. Reżyser dwoi się i troi, żeby od strony wizualnej film był dziwny, nietypowy, tajemniczy. Dzieło Perkinsa jest przepełnione pokręconą symboliką. Może i nie wnosi ona zbyt wiele do fabuły, ale sprawia, że Małgosia i Jaś to film nietypowy, odjechany, sprawiający wrażenie nakręconego na haju. To fascynujące przeżycie, które przede wszystkim trafiło do mnie nie w warstwie fabularnej, a audiowizualnej, doznaniowej. 

Oz Perkins to bez cienia wątpliwości jeden z moich ulubionych reżyserów. Nowojorczyk po raz kolejny udowadnia, że nie zależy mu na popularności czy aplauzie tłumów. Tworzy arthouse ciężki w odbiorze, afirmujący pierwszeństwo formy nad treścią. Małgosia i Jaś nie jest szablonowym filmem skupiającym się na snuciu historii, a audiowizualnym przeżyciem, które balansuje na granicy jawy i koszmaru, a następnie ją przekracza i oddaje się pełnej oniryzmu symbolice. Perkins nakręcił dzieło niszowe, od którego łatwo jest się odbić widzom szukającym w kinie konwencjonalnych filmów grozy. Polecam wszystkim tym, którzy chcą spróbować czegoś nowego, opartego na konwencji horroru i zarazem od niej odchodzącego.

Jeżeli chcesz zobaczyć Małgosię i Jasia w legalnym źródle, film znajdziesz na Player+.

  • oryginalny tytuł: Gretel & Hansel
  • data premiery: 2020
  • gatunek: horror
  • reżyseria: Oz Perkins
  • scenariusz: Rob Hayes
  • aktorzy: Sophia Lillis, Alice Krige, Samuel Leakey
  • moja ocena: 8/10
Udostępnij recenzję:

Categorised in: Niezdefiniowane

Leave a Reply