Andor to najlepsze Gwiezdne Wojny w XXI wieku. Recenzja 1. sezonu

Reklama

Nigdy nie byłem fanem Gwiezdnych Wojen. Jasne, oryginalna trylogia to kawał świetnego kina, ale już pierwsze trzy części były co najwyżej przeciętne, a trylogię Disney’a pominę milczeniem. Po seriale takie jak Mandalorian czy Obi Wan Kenobi nawet nie sięgnąłem, bo po co, skoro nie jestem ich docelowym odbiorcą? Natomiast mile wspominam Łotra 1 (2016, reż. Gareth Edwards) oraz Hana Solo (2018, reż. Ron Howard), czyli dwie części serii Gwiezdne Wojny – historie. A Andor jest duchowym następcą obu tych filmów.

Plakat reklamujący pierwszy sezon serialu Andor (2022)
Plakat reklamujący pierwszy sezon Andor (2022)

Gwiezdne Wojny. Andor – recenzja 1. sezonu

Serial zainteresował mnie za sprawą ciekawego zwiastuna. Gdy go oglądałem, nawet nie zauważyłem, że to produkcja ze świata Gwiezdnych Wojen – głównie ze względu na silnie zaznaczone wątki polityczne oraz brutalność. A to coś, co tygryski takie jak ja lubią najbardziej.

Marketingowcy Disney’a wyszli z tego starcia zwycięsko, bo wbrew obawom sięgnąłem po pierwsze odcinki tuż po ich premierze. Od razu się wciągnąłem i zostałem aż do końca. Nie jest to może najlepszy serial wszechczasów, ale Andor zmył niesmak po beznadziejnych Pierścieniach Władzy.

Andor: fabuła

Głównym bohaterem serialu jest Cassian Andor, awanturnik i kombinator, który zarabia na życie w różny, nie zawsze legalny sposób. Gdy wyrusza na poszukiwania zaginionej siostry, zostaje wplątany w intrygę wymierzoną przeciwko Imperium. Staje się świadkiem i jednym z inicjatorów narodzin Rebelii.

To krótkie streszczenie nie oddaje wszystkich wątków, jakie porusza Andor. Bohaterowie mają własne, indywidualne historie, a każda z nich wpisuje się w ramy głównego tematu produkcji, czyli powstania Rebelii. Twórcy serialu wykonali kawał dobrej roboty z zakresu światotwórstwa. Wreszcie Imperium jest takie, jakie być powinno – bezwzględne, opresyjne, ale też kompetentne i dość skuteczne w działaniu.

Pierwszy sezon Andora jest podzielony na trzy zasadnicze rozdziały zwieńczone finałem. O dziwo, najsłabszą częścią fabuły są początkowe odcinki rozgrywające się na Ferrix, czyli w miejscu zamieszkania Cassiana. Dalej akcja się rozkręca, a sceny rozgrywające na Aldhani oraz Narkinie 5 są ewidentnie najciekawsze. Natomiast zwieńczenie sezonu było zwyczajnie za krótkie, a końcowe fajerwerki specjalnie mnie nie zachwyciły. Odniosłem wrażenie, że twórcy serialu rozgrzebali za dużo wątków i nie spięli ich w satysfakcjonujące zakończenie.

Reklama

Andor: bohaterowie

Na przestrzeni pierwszego sezonu poznajemy postacie z różnych stron barykady, a ich wątki raz na jakiś czas stykają się ze sobą, by później znów się oddalić. Cassian Andor wciąż pozostaje głównym bohaterem serialu, ale kluczowe wydarzenia dzieją się też na Corusant – w gabinecie senator Mon Mothmy, sklepie Luthena Raela czy siedzibie imperialnej bezpieki, gdzie działa ambitna inspektor Dedra Meero.

Postaci jest naprawdę wiele, szczególnie na Ferrix. Większość bohaterów została oparta na znanych schematach i zarysowana jedynie kilkoma grubymi kreskami, ale to wystarcza. W końcu Andor to opowieść o polityce, a nie dramat czy film psychologiczny. Na duży plus wyróżniają się: bezbłędny Diego Luna w tytułowej roli, Andy Serkis jako charyzmatyczny Kino Loy oraz Stellan Skarsgård, czyli specjalista od artefaktów Luthen Rael. Cała trójka stworzyła doskonałe i wiarygodne kreacje – bohaterów, którym chce się kibicować, pomimo ich oczywistych wad. Zresztą reszta aktorów też zagrała co najmniej nieźle, a już na pewno nikt przesadnie nie obniża poziomu.

Andor: narracja i świat Gwiezdnych Wojen

Twórcy serialu stawiają na powolne tempo narracji i raczej unikają pośpiechu, przyśpieszając wydarzenia jedynie w kilku kluczowych momentach. Andor na pewno na tym zyskuje, nawet jeśli kilka wyjątkowo powolnych odcinków może znudzić, a nawet całkowicie zgubić część widzów.

Faktycznie, było kilka nudnych momentów, ale warto przez nie przebrnąć. Powolne tempo pozwala poznać motywacje i historie poszczególnych bohaterów, a także wsiąknąć w świat. Trzeba przyznać, że każda z odwiedzonych planet wyróżnia się niepowtarzalnym klimatem. Duża w tym zasługa unikalnych zwyczajów, jakie twórcy serialu wymyślili dla każdej z przedstawionych kultur.

Takie podejście do tworzenia świata procentuje. Dzięki Andorowi świat Gwiezdnych Wojen nabrał głębi, której wcześniej po prostu nie miał. Oglądając pierwszy sezon ma się wrażenie, że to prawdziwy, spójny świat, a nie dekoracja przygotowana na potrzeby filmu. Twórcy serialu wydobyli na pierwszy plan dramaty zwykłych mieszkańców galaktyki, brutalnie gniecionych przez bezwzględne Imperium. W filmach takie wątki pojawiały się na drugim planie, zasłonięte przez kolorowe miecze świetlne i magiczną moc głównych bohaterów.

Andor: efekty specjalne i warstwa wizualna

W przypadku kluczowej franczyzy jaką są Gwiezdne Wojny, Disney stać na włożenie setek milionów dolarów w produkcję, a rezultaty zazwyczaj są zachwycające. Andor nie jest wyjątkiem. Było kilka momentów, głównie w finale, gdzie ewidentnie poczyniono cięcia budżetowe, ale poza tym nie mam serialowi nic do zarzucenia. A jest co chwalić.

Andor błyszczy pod kątem lokacji. Dotyczy to nie tylko krajobrazów, ale też wnętrz. Po tym względem szczególnie wyróżnia się więzienie na Narkinie 5, a także klaustrofobiczne biura imperialnej bezpieki. Na dłużej w mojej pamięci na pewno zostaną wysokogórskie pejzaże Aldhani, które faktycznie robią nieziemskie wrażenie.

Oczywiście w przypadku science fiction o tematyce polityczno-wojskowej efekty specjalnie nie są najważniejsze, co dowiódł ogromny sukces serialu Babylon 5. Kluczowe są intryga i scenariusz, a budżet może zejść na drugi plan. Gdyby tak było w przypadku Andora, to pierwszy sezon wciąż obejrzałbym z ciekawością. Ale tak po prostu nie jest, bo dopracowana warstwa audiowizualna to ogromna zaleta tego serialu.

Czy Andor to dobre Gwiezdne Wojny?

Odniosłem wrażenie, że serial celowo dystansuje się od Gwiezdnych Wojen. Charakterystyczne elementy tego świata (np. szturmowcy w białych strojach, myśliwce imperium w kształcie H) pojawiają się bardzo rzadko, a większość z nich można było wyciąć bez szkody dla fabuły. Po wprowadzeniu kilku pomniejszych zmian Andor mógłby być naturalistyczną space operą, bez związku z Gwiezdnymi Wojnami.

Myślę, że to właśnie dlatego doceniłem ten serial. Andor całkowicie zrywa z konwencją science fantasy przyjętą przez oryginalną trylogię. To nowe i świeże spojrzenie na stęchłe uniwersum, które od dłuższego czasu odcinało kupony od dawnych sukcesów. A także dekonstrukcja ciekawego, lecz mimo wszystko naiwnego światotwórstwa z oryginalnej trylogii. Miło zobaczyć eksperyment z zupełnie inną konwencją – szczególnie że jest to eksperyment udany.

Andor to dobre Gwiezdne Wojny, nawet jeśli Gwiezdnych Wojen, przynajmniej z pozoru, w serialu za wiele nie ma. Choć części fanów może się to po prostu nie spodobać.

Andor – podsumowanie recenzji

Andor to bardzo dobra produkcja, która spodoba się jedynie części widzów. Wśród najważniejszych zalet serialu warto wymienić intrygujące wątki polityczne, ciekawe postacie z Cassianem Andorem na czele oraz dopracowaną warstwę wizualną. Pierwszy sezon ma kilka minusów, ale uważam, że warto dać mu szansę. Szczególnie że drugi sezon Andora będzie zarazem ostatnim, a twórcy serialu zapowiadają pokazanie kluczowych i jakże ciekawych wydarzeń z początków Rebelii.

  • oryginalny tytuł: Andor
  • data premiery: 2022
  • gatunek: serial science fiction
  • twórca: Tony Gilroy
  • aktorzy: Diego Luna, Stellan Skarsgård, Denise Gough, Kyle Soller, Genevieve O’Reilly, Faye Marsay, Fiona Shaw, Alex Lawther, Andy Serkis
  • moja ocena: 8/10
Reklama

Napisz komentarz