Na skąpanej blaskiem słońca angielskiej prowincji nie dzieje się zbyt wiele. Choć czy aby na pewno? W lesie czają się pozostałości pogańskich rytuałów, po niebie krąży myśliwski sokół, a gdzieś tam, wśród drzew, rozkwita gorący romans dwójki młodych ludzi. A jednym z nich, zupełnie przypadkiem, jest William Szekspir – obecnie nauczyciel łaciny, a już niebawem wielki dramaturg. Właśnie o tym opowiada Hamnet, czyli najnowszy film Chloé Zhao. Podobnie jak Nomadland, jej najbardziej znane, oscarowe dzieło, opowieść o życiu angielskiego dramaturga jest intymna i pełna emocjonalnych wzruszeń – ale czy rzeczywiście dobra?

Biografia bez biografii
Głównym bohaterem Hamneta jest oczywiście William Szekspir, ale nie dajcie się zwieść – film nie ma zbyt wiele wspólnego z biografią i nie stanowi adaptacji żadnej ze sztuk, mimo podobnego tytułu. Imię i nazwisko głównego bohatera pojawia się dopiero w drugiej połowie produkcji i zostaje wspomniane niejako mimochodem. Twórczość Anglika oraz jego działalność w Londynie, gdzie powstał przecież Globe Theatre, stanowią jedynie tło dla znacznie ważniejszej opowieści rodzinnej. To właśnie rodzina – a konkretniej żona Szekspira oraz jego dzieci – staje się centralnym punktem narracji.
Zhao eksploruje relacje między nimi, przy czym najbardziej interesują ją emocje, a nie warstwa fabularna. Ta ostatnia jest mocno deklaratywna: przez pół filmu oglądamy urywki z życia Szekspira, jego ukochanej oraz pojawiających się z czasem dzieci. Sceny te służą przede wszystkim zarysowaniu bohaterów i ich charakterów. Główna oś fabularna zawiązuje się dopiero w połowie metrażu i wiąże się z epidemią choroby nawiedzającej Anglię. Nietrudno domyślić się dalszego biegu wydarzeń – to jednak najlepsze momenty Hamneta, pełne trudnych i bolesnych emocji, a jednocześnie nakręcone z dużym wyczuciem.
Film o ludziach, nie postaciach historycznych
To właśnie owo wyczucie reżyserki oraz skupienie na emocjach stanowią największą zaletę filmu. Hamnet opowiada nie o postaciach historycznych, lecz o ludziach z krwi i kości. Zhao humanizuje bohaterów w niemal każdej scenie i każdym kadrze, odzierając całość z nimbu wyjątkowości, jaki często roztacza się wokół Szekspira. To prosta, ale skuteczna strategia opowiadania o wielkich postaciach – w końcu również one miały swoje wzloty i upadki.
Strategia ta nie miałaby jednak racji bytu bez znakomitej gry aktorskiej. Paul Mescal i Jessie Buckley stanęli przed wyjątkowo trudnym zadaniem, z którego wyszli obronną ręką. Oboje błyszczą na ekranie, a w pamięć szczególnie zapadają flegmatyczne i nieco niezręczne, lecz pełne pasji monologi Szekspira oraz scena porodu, w której Buckley pokazuje, jak bez grama fałszu przekazywać skrajnie intensywne emocje. Zhao doskonale poprowadziła również młodych aktorów wcielających się w trójkę dzieci Szekspira. Na szczególne wyróżnienie zasługuje aktor wcielający się w tytułowego Hamneta – to była niezwykle trudna rola, a mimo to została zagrana wręcz perfekcyjnie.
Drugie dno rustykalnej Anglii
Za kamerą Hamneta stanął Łukasz Żal, który doskonale radzi sobie z naturalnymi plenerami. Efekt jest wręcz olśniewający. Angielska prowincja jawi się jako sielanka, w której piękno natury łączy się z prostotą życia jej mieszkańców. Jednak w tym obrazie pojawiają się drobne pęknięcia, na które Zhao kładzie wyraźny akcent. Rustykalna Anglia w jej wizji ma drugie, nieco mroczniejsze dno – choć bynajmniej nie gorsze.
Na szczególne wyróżnienie zasługują kostiumy oraz scenografia. Wreszcie pojawia się film, który potrafi oddać rzeczywisty wygląd angielskiej wsi XVI wieku, z charakterystycznymi białymi domami i czarnymi więźbami.
Niewykorzystana szansa
Do filmu mam właściwie dwa główne zarzuty. Po pierwsze, jest on nieco zbyt uproszczony. Całkowite skupienie na warstwie emocjonalnej sprawia, że inne aspekty – zwłaszcza fabuła – pozostają niedostatecznie dopracowane. Brakuje szerszego kontekstu, a artystyczna część życia Szekspira została zarysowana w bardzo umowny sposób.
Drugi problem dotyczy szczegółów związanych z teatrem szekspirowskim. O ile wygląd Globe Theatre wypada bardzo dobrze, o tyle niektóre metafory zaproponowane przez reżyserkę – szczególnie dziura symbolizująca śmierć – są niespójne z przesłaniem “Hamleta”, którego fragment, w adaptacji i reżyserii samego Szekspira, mamy okazję oglądać. Dla niedzielnego widza nie będzie to miało większego znaczenia, ale takie detale potrafią nieco zepsuć seans.
Człowiek, a nie Shakespeare’a
Gdybym miał streścić Hamneta w jednym zdaniu, napisałbym, że jest to film o człowieku, a nie o Szekspirze. Oczywiście tożsamość głównego bohatera, jego historia i twórczość stanowią istotny filtr narracyjny, ale Zhao opowiada tę historię niezależnie od nich. Hamnet cierpi na pewne uproszczenia, lecz jego warstwa emocjonalna uderza w widza niczym rozpędzona ciężarówka – a przecież właśnie o to tutaj chodziło.
- oryginalny tytuł: Hamnet
- data premiery: 2026
- gatunek: dramat historyczny
- reżyseria: Chloé Zhao
- scenariusz: Chloé Zhao, Maggie O’Farrell
- aktorzy: Paul Mescal, Jessie Buckley, Emily Watson, Joe Alwyn
- moja ocena: 8/10

Doświadczony copywriter i dziennikarz, który pisał m.in. dla Wirtualnej Polski oraz Gier Online. Obronił filmoznawczy licencjat (o filmie Threads) i magisterkę (o komiksach New Teen Titans i serialu animowanym Młodzi Tytani) na kierunku artes liberales na Uniwersytecie Warszawskim. Prowadzi serwis 500 Filmów od 2018 roku.