Najdziwniejszy horror roku? Backrooms nie jest zwykłym filmem

Reklama

Backrooms to jeden z tych horrorów, które łatwo uznać za pretensjonalne, nudne albo po prostu dziwne. Problem w tym, że ten film wcale nie próbuje działać jak klasyczny horror. To jest i ma być kinowa koszmaru, w którym trafiliśmy tam, gdzie nie powinno nas być. Ale czy to rzeczywiście dobry film?

Dawno temu, gdy byłem młodszy, wyobrażałem sobie filmowe ekranizacje popularnych creepypast o schodach do nieba czy czarnookich dzieciach. Hollywood zdecydowanie za późno odkryło potencjał tkwiący w świecie internetu, z jego dziwną estetyką oraz niekończącą się kreatywnością. Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem, lecz cieszyć się z tego, że to właśnie nowoczesny horror podtrzymuje konające w ostatnich latach kino gatunkowe – a może nawet kino w ogóle. Bo niezależnie od tego, czy uznamy Backrooms za dobry, czy za zły film, jedno jest pewne: to zupełnie inny, nowy rodzaj kina, na który nie każdy jest gotowy.

Dlaczego Backrooms nie jest zwykłym horrorem?

Z pewnym zdziwieniem, ale przede wszystkim ze zrozumieniem, obserwuję opinie polskich krytyków o Backrooms. Niektórym ten film się podoba, innym nie. Absolutnie nie dziwię się tej drugiej, bardziej sceptycznej grupie, bo Backrooms nie do końca jest filmem. To raczej eksploatacja liminalności jako takiej, zaszytej tym razem w formie filmu, ale możliwej do ukazania właściwie w dowolny inny, wizualny sposób. Dla widza, który tej liminalności nie czuje, będzie to kolejny dziwny horror w nie do końca zrozumiałej estetyce. Postarajmy się więc ją zrozumieć. Czym jest ta tajemnicza liminalność?

Jak dzielnie tłumaczy nam nieoceniona polska Wikipedia, przestrzeń liminalna to „puste lub opuszczone miejsca, które wydają się dziwne, często surrealistyczne. Przestrzeń liminalna najczęściej definiowana jest jako miejsce przejścia lub jako miejsce wywołujące uczucie nostalgii”. Sama liminalność oznacza z kolei zawieszenie pomiędzy dwoma stanami, przy czym słowo „stan” można, a wręcz należy, traktować tutaj metaforycznie. Podstawowym założeniem przestrzeni liminalnej jest zatem wywoływanie uczucia niepokoju – nie strachu, lecz właśnie niepokoju. To ważne rozróżnienie.

Reklama

Nie strach, tylko niepokój

To właśnie owa nieokreśloność jest źródłem niepokoju, jaki kryją w sobie przestrzenie liminalne. Sprawiają one wrażenie miejsc nie na miejscu – zupełnie tak, jakby widz był w nich niepożądanym obserwatorem, wręcz podglądaczem czegoś, czego nie powinien widzieć. Reżyser Backrooms, Kane Parsons, jak przystało na czołowego kontynuatora tej estetyki, doskonale rozumie jej sedno i skutecznie przekłada je z języka krótkiego metrażu na kinowy horror. Zaprezentowane w filmie lokacje po prostu działają, a gdy wraz z bohaterami eksplorujemy świat po drugiej stronie lustra – czy może raczej ściany – instynktownie udziela nam się ich niepokój. Liminalność stanowi tutaj drugie oblicze tzw. doliny niesamowitości. Widać, że coś jest nie tak, ale co? Dlaczego? Te pytania pozostają bez odpowiedzi.

Sam pomysł to jednak za mało. Trzeba go jeszcze opakować w scenariusz. Odpowiedzialny za niego Will Soodik poszedł w dość oczywistym kierunku – połączył przestrzenie liminalne z psychoanalizą, czyniąc ją ważnym elementem fabuły. I tak można interpretować wizytę głównego bohatera na zapleczu jako wędrówkę wewnątrz własnej podświadomości – zresztą zapewne znajdą się krytycy, którzy pójdą właśnie w tym kierunku – ale po co to robić, skoro jest to niejako wbrew głównej sile tego filmu? Sama fabuła zakrawa więc na banał, lecz ostatecznie broni się jako dodatek obudowujący samą koncepcję czymś więcej.

Siła filmu tkwi w atmosferze

Tak naprawdę nie widzę potrzeby rozwodzenia się nad techniczną warstwą filmu. Scenografia jest imponująca i nie ma w niej nawet jednej fałszywej nuty. Muzyka i dźwięk stoją na wysokim poziomie – na szczególną uwagę zasługuje wykorzystanie przez Parsonsa nagrań powitań wysłanych w kosmos wraz z sondą Voyager; stąd w filmie możemy usłyszeć nasze swojskie „witajcie, istoty z zaświatów” – a duet głównych aktorów wykonał dobrą robotę, choć Chiwetel Ejiofor wypadł zauważalnie lepiej od Renate Reinsve. Ostatecznie jednak Backrooms nie należy oceniać wyłącznie w kategoriach filmowych, bo broni się on dopiero wtedy, gdy uwzględnimy szerszy kontekst. A ten nie każdy zna i nie każdy docenia.

PS. Podczas seansu miałem nieodparte skojarzenia z innymi dziełami kultury eksplorującymi przestrzenie liminalne – świetną grą Abiotic Factor oraz mało znanym serialem Zagubiony pokój, który jest równie dobry co Backrooms. Polecam obie te pozycje jako punkt wyjścia do dalszych poszukiwań w obrębie tej estetyki.

  • oryginalny tytuł: Backrooms
  • rok premiery: 2026
  • gatunek: horror
  • reżyseria: Kane Parsons
  • scenariusz: Will Soodik
  • aktorzy: Chiwetel Ejiofor, Renate Reinsve, Mark Duplass
  • moja ocena: 8/10
Reklama

Napisz komentarz

By korzystać ze strony, zaakceptuj ciasteczka. Więcej informacji

Strona korzysta z ciasteczek (głównie Google Analytics) w celu zapewnienia jak najlepszej technicznej jakości usług. Ciasteczka są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony, dlatego prosimy cię o zaakceptowanie naszej polityki.

Zamknij