„Smętarz dla zwierzaków” (2019) jest dużo gorszy od powieści Kinga

Reklama

Dlaczego ostatnimi czasy jesteśmy zasypywani dziesiątkami kolejnych remake’ów starych filmów czy adaptacji równie starych książek? Cóż, powód jest prosty – pieniądze. Najłatwiej jest sprzedać jest coś, co potencjalny widz już zna. Wiecie, smutni panowie w garniturach w korporacji liczą bilans przychodów i kosztów, po czym wychodzi im na to, że prawie wszystko, co stworzył Stephen King to szkatułka bez dna wypełniona złotem. A że akurat ową korporacją jest Paramount, a nie firma produkująca naczynia, to zamiast limitowanego kubka z Pennywisem wygłaszającym motywacyjne cytaty dostajemy kolejną adaptację “Smętarza dla zwierzaków”. Adaptację dość mierną, dodajmy.

Plakat filmu

Jeżeli widzieliście zwiastun i nie czytaliście wcześniej książek, to macie poważny problem. I mówię teraz szczerze, bowiem dzieło duetu reżyserskiego Kolsch-Widmyer to jeden z tych filmów, w których trailer zdradza sto procent fabuły. A historia, przyznacie, ma pewien potencjał. Otóż, jak to u Kinga bywa, szczęśliwa amerykańska rodzinka Creedów przeprowadza się na wieś do stanu Maine. Głowa rodziny, Louis, jest lekarzem na miejscowym uniwersytecie. Ich posiadłość leży przy ruchliwej drodze i jest ogromna, składa się ze starego domu oraz przepastnych terenów leśnych, na których leży tajemniczy smętarz dla zwierzaków. Ach, przy okazji twardo stąpający dotąd po ziemi Louis po smutnej tragedii na uczelni zaczyna widzieć dziwne rzeczy.

Pierwotnej adaptacji z 1989 roku nie oglądałem, choć podobno była niezłym, nieco kiczowatym filmem, a sam King zagrał tam epizodyczną rolę. Jak już natomiast wspomniałem, książkowy oryginał czytałem niespełna rok temu i zrobił on na mnie dość spore wrażenie. Powieść rozkręcała się powoli, od razu czarując czytelnika klimatem, by w końcówce narzucić wysokie tempo, które zszokuje czytelnika. W filmie natomiast jest zupełnie na odwrót. Początek “Smętarza dla zwierzaków” jest dość spokojny, niespieszny. Kolsch i Widmyer całkiem sprawnie budują klimat, w czym pomagają im piękne krajobrazy Nowej Anglii. Reżyserom udało się mnie kupić po pierwszych dwudziestu minutach. A później, niestety, film się posypał.

W momencie, w którym twórcy odkryli fabularne karty, “Smętarz dla zwierzaków” wrzucił absurdalnie ekspresowe tempo wydarzeń. W pierwszej części filmu reżyserzy chociaż starali się budować psychologiczny portret rodziny Creedów i ich sąsiada Ju