Jeszcze kilka lat temu popierałem karę śmierci. Nie byłem może jej wielkim zwolennikiem, ale uważałem, że najbardziej bezwzględni, socjopatyczni mordercy zasługują na stracenie, będące zarazem zemstą za odebranie czyjegoś życia (w myśl zasady oko za oko) oraz wygodnym i tanim sposobem na zmniejszenie kosztów utrzymania więziennictwa. O ile do zweryfikowania fałszu tej drugiej tezy wystarczy kilkadziesiąt minut solidnych poszukiwań w internecie (dla zainteresowanych wstawiam link do pierwszego lepszego źródła stronniczego i obiektywnego), o tyle do dojrzenia bezsensowności poglądu dojrzewałem miesiącami. Od tego czasu interesuję się motywem kary śmierci w kulturze, a jako że Przed egzekucją to zgodnie z obiegową opinią jeden z najlepszych dramatów dotykających tej kwestii, postanowiłem ów film obejrzeć. Cóż, nie rozczarowałem się.

Plakat filmu Przed egzekucją (1995)
Plakat filmu

Główną bohaterką filmu jest siostra zakonna Helen Prejean (Susan Sarandon za występ ten otrzymała Oscara), która na co dzień pracuje z biedną, murzyńską ludnością. Kobieta czuje prawdziwe powołanie, więc gdy otrzymuje list od skazanego na śmierć Matthew Ponceleta, zgadza się odwiedzić go w więzieniu. Wiedzona zasadami katolicyzmu zakonnica rozpoczyna walkę o częściowe ułaskawienie więźnia, a także zmagania o wybawienie jego duszy.

Reżyserem i scenarzystą filmu jest Tim Robbins, znany przede wszystkim jako utalentowany aktor. Pomimo że pozostaje on niepraktykującym katolikiem, Przed egzekucją to de facto film ze wszech miar chrześcijański. Z reguły nie przepadam za podejmowaniem przez reżyserów wątków religijnych – zbyt wiele współczesnych filmów staje się marnymi w gruncie rzeczy laurkami wystawionymi jakiejś religii (najczęściej chrześcijaństwu). Spośród setek beznadziejnych i szkodliwych społecznie Nieplanowanych (2019, reż. Chuck Konzelman i Cary Solomon) rzadko kiedy na pierwszy plan wysuwa się perełka w rodzaju Bożego ciała (2019, reż. Jan Komasa) czy Pierwszego reformowanego (2017, reż. Paul Schrader). Oba te filmy wykorzystywały religię do stworzenia ponadczasowej opowieści o ludziach walczących z własnymi demonami.

I choć Przed egzekucją pod względem uniwersalności przypomina nieco wspomniane wyżej filmy, dzieło Robbinsa doskonale pokazuje zarówno najważniejsze zasady chrześcijaństwa, jak i rozmaite nurty wewnątrz tej religii. Główna bohaterka filmu, siostra Helen, jest personifikacją filozofii Jezusa, a nawet poniekąd jego drugim wcieleniem. Zakonnicę przepełnia poczucie misji i ogromne pokłady wewnętrznego dobra, którym dzieli się z otoczeniem. Postanawia pomóc Poneceltowi nie dlatego, że jest przeciwniczką kary śmierci, ale dlatego, że widzi w nim zagubioną owieczkę, która poszukuje pasterza. A że owieczka okazuje się być krwiożerczym wilkiem oraz potworem, który z zimną krwią dokonał bestialskiego mordu – cóż to w tej sytuacji zmienia? Helen wielokrotnie cytuje Jezusa, a reżyserska ręka Robbinsa sprawnie wyciąga z Nowego Testamentu znacznie bardziej uniwersalne myśli, tożsame ze współczesnym ateistycznym humanizmem (którego, tak na marginesie, jestem zwolennikiem).

Poza walką zakonnicy o zbawienie duszy więźnia, drugą siłą napędową filmu jest konflikt dotyczący moralności kary śmierci, czyli zalegalizowanego morderstwa. W tym momencie muszę na moment przerwać mój wywód i pogratulować Robbinsowi doskonałego wyważenia filmu – ciężko jest bowiem przedstawić wiarygodnie i bez uproszczeń tak trudny światopoglądowo temat jak kara śmierci. A mimo tego reżyserowi udało się utrzymać daleko idący obiektywizm. Przed egzekucją zagłębia się nie tylko w psychikę skazanego na stracenie mordercy oraz jego duchowej przewodniczki, ale także rodziny więźnia oraz rodziców zamordowanych nastolatków. Trudno jest zachować emocjonalny obiektywizm, gdy scena pozbawionej emocji egzekucji przeplatana jest brutalną sceną mordu. Mimo wszystko odniosłem silne wrażenie, że Przed egzekucją jest filmem silnie uderzającym w karę śmierci i pokazującym siłę płynącą ze szczerego przebaczenia, nawet jeżeli dotyczyłoby ono pozbawionego skrupułów mordercy.

Tim Robbins uderza jednak w jeszcze jeden zbiór poglądów – amerykański wymiar sprawiedliwości, u korzeni którego znaleźć można starotestamentowe chrześcijaństwo. Przed egzekucją w perfekcyjny, nieprzesadnie krzykliwy sposób ukazuje zło wywoływane przez religię. Kara śmierci staje się dla dwojga rodziców nie zwykłą zemstą, a sposobem na pielęgnowanie czystej nienawiści ukrytej za szyldem religii. Nieprzypadkowo zresztą kapelanowi więzienia znacznie bliżej do starotestamentowej wizji świata. Księdzu temu, a także części strażników i gubernatorowi, brakuje bezwarunkowej i humanistycznej miłości siostry Helen. Bez owej miłości odpowiadają oni złem na zło, a spirala nienawiści nakręca się w nieskończoność. 

Przed egzekucją to świetnie nakręcony, ociekający emocjami dramat, który stanowi ważny głos w dyskusji nad karą śmierci – nawet jeżeli nie opowiada się explicite po jednej ze stron. Dzieło Robbinsa powinno być obowiązkowym seansem dla wszystkich chrześcijan, choć dzięki uniwersalnemu, humanistycznemu przekazowi także osoby niewierzące lub innych wyznań powinny być zachwycone. Mało który film zadaje z gracją więcej pytań niż odpowiedzi i zarazem pozostawia widza emocjonalnie roztrzaskanego oraz pełnego wątpliwości…

Przed egzekucją jest właśnie takim filmem.

  • oryginalny tytuł: Dead Man Walking
  • data premiery: 1995
  • gatunek: dramat
  • reżyseria: Tim Robbins
  • scenariusz: Tim Robbins
  • aktorzy: Susan Sarandon, Sean Penn, Robert Prosky, Raymond J. Barry
  • moja ocena: 9/10
Udostępnij recenzję:

Categorised in: Dramat

Dodaj komentarz