Dość ciekawy i intrygujący zwiastun, świetna Octavia Spencer w roli psychopatki oraz klimat będący połączeniem typowego high school movie z czymś horrorowatym. Czy to mogło się nie udać? Cóż, lepsze pytanie brzmi – czy, biorąc pod uwagę przyjętą przez reżysera formę, “Ma” miało prawo się udać? Cóż, odpowiedź jest prosta: nie, nie mogło, film od początku był skazany na porażkę.

Plakat filmu "Ma" z 2019 roku
Plakat filmu

A szkoda, bo fabuła “Ma”, przynajmniej z pozoru, wygląda smakowicie. Maggie, wychowywana przez samotną matkę, wprowadza się do małego, amerykańskiego miasteczka, gdzie podejmuje naukę w miejscowym ogólniaku. Szybko poznaje znajomych, z którymi jeździ po okolicy w vanie i zapija się tanim winem… kupowanym przez tajemniczą Sue Ann, graną przez Octavię Spencer. Kobieta szybko zaprasza grupkę znajomych Maggie do swojej piwnicy by pokazać im sześć małych koteczków, która to piwnica szybko zamienia się w imprezownię dla lokalnej młodzieży. No, ale żeby nie było za pięknie, Sue Ann, zwana przez licealistów Ma, skrywa pewne tajemnice.

I te właśnie tajemnice są jednym z elementów problemu, jaki mam z tym filmem. Bo w “Ma”, de facto, nie za bardzo jest jakakolwiek intryga. Jasne, poznajemy główną bohaterkę, Maggie, oraz grupkę jej nowych przyjaciół, ale wątek ten został skrócony do minimum. Większość pierwszej połowy filmu to nudne i przewidywalne sceny imprez czy wypadów na miasto, które łączy tytułowa Ma. I nie byłoby w tym niczego złego, gdyby reżyser silił się na budowę jakiegokolwiek napięcia, albo chociaż w luźny i zabawny sposób eksperymentował formą. Niestety “Ma” to obraz niemożebnie nadęty i tak poważny, że aż absurdalny. 

Główny wątek związany z Sue Ann wlecze się jak letni pociąg relacji Warszawa-Zakopane (nie pozdrawiam PKP). Od początku przecież wiadomo, że z tytułową bohaterką jest coś nie tak. Reżyser, Tate Taylor, nie jest w stanie zbudować żadnego napięcia. Postać Ma właściwie co scenę ma coś nie tak z mimiką i rzuca dziwne spojrzenia, które w założeniu miały być przerażające. Niestety Ma ani nie jest straszna, ani ciekawa, co najwyżej budzi politowanie i rozbawienie, dodatkowo potęgowane przez nadmierną powagę. Octavia Spencer nie stanęła aktorsko na wysokości zadania (a szkoda, bo uważam, że jest wybitną aktorką), ale, prawdę mówiąc, nie ma co się jej dziwić. Postać Sue Ann położył tragiczny scenariusz, który odarł ją z aury tajemniczości bardzo nietrafionymi retrospekcjami z młodości. Miały one na celu budowę psychologicznego prawdopodobieństwa tej postaci, ale ich efekt ostatecznie był co najwyżej niezamierzenie groteskowy.

Beznadziejnie wypadło także zakończenie, które sięga po motywy z kina klasy B. I nie byłoby w tym niczego złego, gdyby Taylor bawił się tymi wątkami, albo chociaż puszczał oczko do widza. Niestety wspomniana już wcześniej nadmierna powaga po prostu kłóci się z tym, co dzieje się na ekranie. Zresztą w trakcie seansu miałem z pięć-sześć momentów, podczas których miałem error 404. Ot, oglądam sobie jakąś scenę, gdy nagle mój mózg dostrzegł idiotyzm danej sytuacji i zaczął robić jedno wielkie WTF. 

“Ma” przed całkowitą katastrofą ratują dwie rzeczy. Po pierwsze, naprawdę niezła była muzyka. Przyjemne, elektroniczne kawałki w niektórych scenach sprawiały, że odrywałem wzrok od absurdalnych wydarzeń na ekranie. Po drugie, zaskakująco dobry był… wątek miłosny pomiędzy Maggie a jednym z jej nowych znajomych. I mówię to ja, osoba, która nie znosi mdłych miłostek w filmach dla młodzieży! Tym niemniej jednak grająca Maggie Diana Silvers stanęła na wysokości zadania i z niczego stworzyła dającą się polubić postać. Może nie była to wybitna czy bardzo dobra rola, ale przynajmniej dzięki temu wątkowi miłosnemu nie umierałem cały czas z zażenowania. 

Wielkie, hollywoodzkie wytwórnie po sukcesie “Uciekaj!” Jordana Peele’a załapały, że bardzo tanie filmy robione przez reżyserów z dobrymi pomysłami są w stanie stanąć w boxoffice’owe szranki z największymi blockbusterami. “Ma” wpisuje się w ten trend – dzieło Taylora kosztowało jedynie pięć milionów dolarów, na dodatek sygnowane jest logo Blumhouse Productions, które słynie z niskobudżetowych filmów odnoszących wielkie sukcesy komercyjne. Niestety jednak, w przeciwieństwie do wspomnianego wcześniej “Uciekaj!”, “Ma” nakręcono bez dobrego pomysłu. Wszystkim miłośnikom horrorów polecam poczekać na nadciągający “Midsommar. W biały dzień” Ariego Astera, który prawdopodobnie okaże się najlepszym horrorem tego roku (spoiler alert: chyba się okazał). 

  • oryginalny tytuł: Ma
  • data premiery: 2019
  • gatunek: horror
  • reżyseria: Tate Taylor
  • scenariusz: Scotty Landes
  • aktorzy: Octavia Spencer, Luke Evans, Diana Silvers
  • moja ocena: 3/10
Udostępnij recenzję:

Categorised in: Horror

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o