„Czas krwawego księżyca” to rozczarowanie. Scorsese jest w kiepskiej formie

Reklama

Martin Scorsese to postać, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Spod jego reżyserskiej ręki wyszło kilka arcydzieł, a filmy takie jak Taksówkarz, Wściekły byk czy Chłopcy z ferajny na zawsze zmieniły współczesne kino. Choć Amerykanin ma już 80 lat, to nadal kręci i nie zwalnia tempa. Niestety jego nowe filmy nie są już tak dobre, jak kiedyś, a Czas krwawego księżyca to kolejny przydługi przeciętniak, który nie ma zbyt wiele do zaoferowania.

Czas krwawego księżyca (2023) - recenzja filmu Martina Scorsese
Plakat do filmu Czas krwawego księżyca (2023)

Prawdziwa historia plemienia Osagów

Czas krwawego księżyca opowiada prawdziwą historię Indian z plemienia Osagów, którzy zamieszkiwali i zamieszkują dzisiejszą Oklahomę. Na ich terenach znaleziono ogromne złoża ropy. Czarne złoto sprawiło, że całe plemię stało się obrzydliwie bogate, co ściągnęło tysiące osób chcących się dorobić, zazwyczaj nielegalnie. Ernest Burkhart jest właśnie taką osobą. Przyjeżdża do Osagów na zaproszenie wujka, szanowanego biznesmena Williama Hale’a. Intencje obu panów nie są w pełni czyste, a Ernest rozkochuje w sobie Mollie.

Czas krwawego księżyca to Scorsese na autopilocie

Czas krwawego księżyca po prostu mi się nie podobał. Wiem, że moja opinia nie pasuje do zdania większości krytyków, ale co zrobić – tak uważam, i tyle. Scorsese nakręcił go na autopilocie i nie zaoferował widzom nic więcej ponad niezłą, ale niepotrzebnie wydłużoną historię. Przeciętność dotyczy tutaj właściwie wszystkiego – od historii, przez warstwę techniczną i grę aktorską, aż po muzykę oraz montaż. Ale najgorszą zbrodnią jest trzyipółgodzinny metraż.

Lubię długie filmy, ale tylko, jeśli są właściwie poprowadzone. Tutaj niestety tak nie jest, bo w Czasie krwawego księżyca ani nie ma ciekawej intrygi, ani większego napięcia. Od początku filmu wiemy, kto zabija Indian i jakie ma motywacje. Wątek zabójstw przez pierwsze dwie i pół godziny właściwie w żaden sposób się nie rozwija. Scorsese pokazuje urywki z poszczególnych morderstw, ale nie popycha to do przodu głównego wątku.

Reklama

Nowojorskie kino gangsterskie na Dzikim Zachodzie

W pierwszej części filmu reżyser skupia się na zarysowaniu i pogłębieniu relacji pomiędzy postaciami. Na poziomie czysto psychologicznym Czas krwawego księżyca jest niezły, ale to za mało, żeby dobrze się bawić. Wszystkie postacie to znane klisze, wielokrotnie wykorzystywane przez Scorsesego w jego dotychczasowej twórczości. Amerykanin kręci nowojorskie kino gangsterskie na Dzikim Zachodzie. Rzecz w tym, że nie ma tutaj w ogóle westernu, a z tego gatunku pozostają jedynie ciekawie zarysowane zwyczaje Osagów.

Miłośnicy twórczości Scorsesego zapewne będą dobrze się bawić, ale mnie nie przekonuje kino gangsterskie przeniesione w zupełnie inny setting. Zresztą postacie w Czasie krwawego księżyca, za wyjątkiem Mollie Burkhart, nie zachwycają. Robert de Niro gra tak, jak zawsze (czyli bardzo dobrze), ale brakuje mu werwy właściwej antagoniście. Leonardo DiCaprio nieźle radzi sobie z rolą wioskowego głupka, ale nie jest to materiał na głównego bohatera.

Najlepszy występ zaliczyła Lily Gladstone jako Mollie Burkhart. To murowany kandydat do tegorocznego Oscara. Aktorska doskonale odgrywa postać bezbronnej żony, która jest cynicznie wykorzystywana i manipulowana przez najbliższych. To właśnie relacje rodzinne stanowią najmocniejszy punkt Czasu krwawego księżyca. Gdyby morderstwa znalazły się na czwartym, a nie pierwszym planie, to byłby to dużo lepszy film.

Za długo, za mało ambitnie, za nudno

Choć film trwa niemal trzy i pół godziny, to w jego trakcie jest kilka poważnych przestojów, przez które akcja całkowicie siada. Charakterystyczna dla Scorsesego metoda opowiadania historii za pomocą szeregu kilkuminutowych sekwencji sprawdza się przeciętnie. Niektóre historie poboczne rzeczywiście były całkiem niezłe, ale wiele scen w ogóle nie popychało akcji do przodu, co niepotrzebnie opóźniało fabułę. Scorsese za często sięga też do flashbacków. Większość z nich można było po prostu wyciąć lub je skrócić, a następnie zmontować chronologicznie.

Od strony technicznej nie mam do filmu większych zastrzeżeń. Reżyseria stoi na wysokim poziomie, ale daleko jej do geniuszu. Film został nakręcony w bardzo przyziemnym stylu. Scen akcji właściwie nie ma, a fabułę popychają do przodu rozmowy pomiędzy postaciami. Wyjątkiem jest dość szalona końcówka, trochę w stylu Wesa Andersona lub innego arthouse’owego reżysera. To zdecydowanie najlepszy, bo najbardziej kreatywny element filmu. Występ w nim zalicza sam Scorsese, ale nie chcę spoilerować, więc nic więcej nie napiszę.

Czas krwawego księżyca – moja opinia

Czas krwawego księżyca to przeciętniak z zabójczym metrażem, który opowiada ciekawą historię w nieciekawy sposób. Niestety styl prowadzenia opowieści nie angażuje, a momentami wręcz nudzi. Świetna rola Lily Gladstone, dobra warstwa techniczna oraz szalone zakończenie ciągną film w górę, ale to za mało, żeby z czystym sumieniem polecić wam Czas krwawego księżyca.

  • oryginalny tytuł: Killers of the Flower Moon
  • data premiery: 2023
  • gatunek: dramat historyczny
  • reżyseria: Martin Scorsese
  • scenariusz: Eric Roth, Martin Scorsese
  • aktorzy: Leonardo DiCaprio, Robert de Niro, Lily Gladstone, Jesse Plemons, John Lithgow, Brendan Fraser
  • moja ocena: 6/10
Reklama

2 komentarze do “„Czas krwawego księżyca” to rozczarowanie. Scorsese jest w kiepskiej formie”

    • Brawo, jestem tego same zdania, po 2 godzinach myslalem ze zasne na seansie.
      Film średni, za te prawie 4 godziny w kinie powinni zwracac pieniadze 😀

      Odpowiedz

Napisz komentarz